Bergen: Z fiordów do galerii

Widok na Bergen

Zwane brama fiordów Bergen stało się norweską mekką artystów. Oprócz muzeów znajduje się tu także mnóstwo galerii, pracowni artystycznych i kawiarni.  

07.06.2011

To drugie co do wielkości miasto w Norwegii. Aby dostrzec jego potencjał, a przede wszystkim przekonać się, jak niemal wyrasta z morza, pojechać trzeba kolejką górską na czubek wzgórza Fl?yen (320 m n.p.m.), gdzie znajduje się popularna restauracja i taras widokowy. Polecamy zajrzeć w okalające szczyt krzaki, w których ukryte są kamienne trole ze sterczącymi uszami i nosami przypominające nieco postać Kulfona z popularnego w Polsce w latach 80. teatrzyku dla dzieci. Najważniejsza na Fl?yen jest jednak panorama. Doskonale widać, jak każda skała na dziesiątkach półwyspów wdzierających się w wody zatoki V?gen zabudowana jest domami przyklejonymi do kamieni. Skały w mieście są wszechobecne, zdarza się, że zamykają wyloty ulic, czy znajdują się w patio kamienic. Mieszkańcy są niezwykle dumni ze swojego miasta. ?Metropolia o wdzięku małego miasteczka?, powtarzają, tłumacząc, że owszem jest nia tu największy w Norwegii port, a w centrum aż roi się od reprezentacyjnych gmachów, ale Bergen mocno trzyma się swoich prowincjonalnych korzeni. Na starówce, gdzie znajduje się największy w Europie zespół drewnianej architektury, poczuć się można jak na sielskiej wsi. Spacerując po brukowanych uliczkach, wśród domków w pastelowych barwach, z ukwieconymi podwórkami łatwo zapomnieć, że znajdujemy się w centrum nowoczesnego miasta.

Symbolem miasta jest nabrzeże hanzeatyckie Bryggen, charakterystyczne drewniane budynki zwrócone fasadami ku wodzie. Aby zrozumieć, czym było Bryggen i jak przez wieki region zależny był od morza, trzeba odwiedzić Muzeum Hanzeatyckie. Powstało w 1872 r. i należy do najstarszych muzeów w Norwegii. Za 50 koron fundujemy sobie podróż w czasie: krzywe podłogi i sufity, pachnie rybami i smołą, nawet przewodnicy z długimi brodami wyglądają jak wikingowie. Partery domów w Bryggen zajmowały składy towarów, głównie ryb i tranu. Na pierwszym piętrze jest sypialnia szefa i jadalnia, gdzie z racji lęku przed ogniem spożywano wyłącznie zimne posiłki. Na drugim znajdują się sypialnie czeladników i pomocników. Gdy Bergen było jednym z czterech przedstawicieli Hanzy w Europie, mieszkali tu wyłącznie mężczyźni. Jeśli któryś z nich chciał założyć rodzinę, musiał opuścić miasto. Bergen rządziło się własnymi prawami, długo udawało mu się utrzymać niezależność od regionalnych potęg ? Danii czy Szwecji. Eksportowano głównie ryby i olej z ryb, a sprowadzano zboże, mąkę, słód, ubrania i narzędzia. W szczycie potęgi pracowało tu 2 tysiące mężczyzn. Głównie Niemców, którzy w ten sposób próbowali kolonizować niedostępną północ Starego Kontynentu.

To szczególne miejsce wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Bergen jest miastem muzeów, nie tylko tych kultywujących tradycje. Świetne galerie z młodą sztuką znajdują się niedaleko jeziora Lille Lungeg?rdsvann. Prawdziwą mekką artystów jest Kafé Kippers zajmująca narożnik dawnej przetwórni United Sardine Factory tuż nad brzegiem wody. Tysiące metrów kwadratowych oddano we władanie artystom, którzy płacąc niskie czynsze mają tu pracownie, galerie i studia fotograficzne. Są też miejsca do tańca i szkoła baletowa, kino z klasycznym repertuarem, teatr, bary i restauracje, jak właśnie Kippers. Olbrzymie pomieszczenie po wędzarni z pieco-kominem pośrodku zamieniono na nocny klub. Wnętrze ma okopcone ściany, wciąż jeszcze czuć wędzoną rybą, ale nikomu to nie przeszkadza. Mieszkańcy bawią się tu do wczesnych godzin rannych. Na sam koniec pobytu znowu trzeba wrócić do portu. Słynny Fisketorget to targ rybny pod gołym niebem. Przez cały rok można tu zjeść gotowe kanapki z krewetkami czy łososiem (40 koron), kupić świeże ryby i rybne przetwory. Dostaniemy nawet kawałki wędzonego wieloryba. Chyba w żadnym mieście na świecie morze nie jest taką częścią codzienności jak w Bergen.

Autor: Bartosz Zwierz
Zdjęcia: iStock